R103 · sierpień 1880 · Zion's Watch Tower – Tom II, Nr 2
Deszcz wczesny i późny
Od pewnego czasu nasze zrozumienie Pism dotyczące „deszczu wczesnego i późnego” jest takie, iż odnosi się to do szczególnego wylania obfitych łask ducha na Kościół. Wczesny deszcz dotyczy dnia Pięćdziesiątnicy i okresu po nim, natomiast deszcz późny dotyczy okresu końca obecnego wieku. To zdaje się korespondować ze spostrzeżeniem poczynionym przez Piotra o świetle Boskiego objawienia, które miało być wylane „na nas, na których przyszedł koniec tego wieku.” (Początek i koniec końca.) To udzielanie ducha nie jest udziałem tych, którzy są chrześcijanami tylko z nazwy, ale dotyczy „maluczkiego stadka”. Podczas gdy kościół powszechny każdego dnia zdaje się być coraz bardziej światowy, to w efekcie jednak doskonale oddziela niewielką grupkę tych, którzy są naprawdę żarliwi. W harmonii z tą myślą już dawno spodziewaliśmy się wzrostu światła i wiedzy na ścieżce sprawiedliwości i nasze oczekiwania w sposób zdumiewający się ziściły. Spodziewaliśmy się także, że być może niektórym będą udzielane przez tego samego ducha dary wiary i moc czynienia cudów.
Nasze doświadczenie nie doprowadziło nas do tego, iż oczekiwaliśmy „*cudów*” itp. ze strony tych, którzy posiadali inne dary ducha, takie jak „nauczanie” i inne, ponieważ jest powiedziane, że udzielane są one każdemu *z osobna*. Wówczas gdy byliśmy bardzo ostrożni, aby nie nazywać cudem wszystkiego, co wydawało się być czymś niezwykłym, tak samo nasze oczekiwania w tym kierunku prowadzą nas do tego, żeby być ostrożnymi i nie nazywać „oszustwem” lub pochodzącym od diabła czegoś, co być może pochodzi od Boga.
Poniższy urywek z pewnej gazety zdaje się potwierdzać tę prawdę:
„WYTHEVILLE, VA., 15 Kwietnia – Przez ostatnie parę tygodni ludność z hrabstwa Scott była bardzo podekscytowana z powodu cudów, których dokonywał Richard Miller, mieszkaniec tamtejszego hrabstwa. Jego sława rozciągnęła się daleko poza obszar tamtego stanu i każdego dnia ciągną do niego setki ludzi trapionych różnymi dolegliwościami. Miller to mężczyzna w średnim wieku, zatrudniony jako dozorca w młynie McMullensów w pobliżu Estellville. Jest głęboko religijny i twierdzi, że miesiąc temu miał sen, w którym poddana mu została idea, iż z pomocą Boga może on dokonywać cudownych uzdrowień przez wiarę. Twierdzi on również, że następnego dnia po żarliwej modlitwie uzdrowił chorego człowieka poprzez dotknięcie go. Wiadomość o tym cudzie rozeszła się po całym kraju, a trapieni wszelkiego rodzaju dolegliwościami ludzie przychodzili do niego i byli uzdrawiani po prostu poprzez dotyk jego ręki. Wczoraj niejaki G.N. Wertz, fotograf z Abingdon, odwiedził pana Miller'a w towarzystwie swego sparaliżowanego wujka. Siedlisko tego paraliżu było umiejscowione gdzieś w ustach, co odbierało mu zdolność mówienia i słyszenia. Miller popatrzył na chorego mężczyznę i po krótkiej modlitwie dotknął go, powiedział mu, że zanim dotrze do domu, będzie się miał dobrze. Tamtego wieczora, gdy pan Wertz dotarł do drzwi swojego domu, jego słuch i mowa zostały mu przywrócone. Dziś, z oczywistych powodów jest on krzepki i rześki. Niejaka pani Irene Newton z Bristol, Tenn., czuła się bezsilna z powodu reumatyzmu. Ostatniego tygodnia została ona przyprowadzona do pana Miller'a i kiedy próbowano ją podnieść z jej powozu, wtedy ona sama wstała ze swojego fotela do przenoszenia i oznajmiła, że ma się wspaniale. Jednym z najwspanialszych cudów dokonanych przez Miller'a było uzdrowienie pana Peter'a Whitesell'a, który od paru lat chorował na raka. Rak został dotknięty i trzy dni potem nie było po nim śladu. Cudotwórca jest niezwykle skromnym człowiekiem i zawsze odmawia przyjęcia jakichkolwiek korzyści materialnych za swe usługi, twierdząc, że jest tylko pokornym narzędziem w rękach Boga. Nie przypisuje sobie żadnych zasług za dokonywanie tych cudów.”
Jeśli to prawda, to powyższe doświadczenie jest czymś wspaniałym, ale jeśli Kościół stracił niektóre ze swych *darów* ducha, kiedy jego świecznik został usunięty (Obj. 2 rozdz.) za odstąpienie od swej pierwotnej miłości i prostoty, to czy byłoby czymś nierozsądnym oczekiwać, że jeśli mała grupa *oddzielonych* powróci do tej pierwotnej prostoty i miłości, to świecznik zostanie przywrócony, a wraz z nim niektóre dary ducha? Oczywiście nie jest naszym zamiarem sprzeciwiać się takiemu porządkowi rzeczy. Nie zabraniamy im również tego czynić tylko dlatego, że nie chodzą z nami. Jednakowoż spodziewamy się, że wszelkie dary ducha będą (w czasie tego Wieku Ewangelii) wylane na sług i służebnice Boże, aby przygotować drogę tak, aby w następnym wieku duch został udzielony światu, jak jest napisane w Joela 2:28 „A potem wyleję Ducha mego na *wszelkie ciało*”.
** ##***