R391 · wrzesień 1882

Przepis za przepisem

„Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa" (Rzym. 5:1).

Chociaż tekst jest znany, bylibyśmy za tym, żeby jego pełne znaczenie było lepiej rozumiane przez wszystkie dzieci Boże. Byłoby to dla nich źródłem przyjemności i bezustannego radowania się. Byłby to mocny fundament, na którym inne nauki Słowa Bożego znalazłyby niewzruszone oparcie, fundament, na którym gmach naszej wiary nie byłby wstrząsany przez jakikolwiek wiatr doktryn.

Co to jest stan usprawiedliwienia, jak nie stan bezgrzeszności? Akt usprawiedliwienia to oczyszczenie, uświęcenie czy wyzwolenie z grzechu. Każdy, kto jest czysty, doskonały, prawy nie potrzebuje usprawiedliwiającego, ponieważ tacy są sprawiedliwi sami w sobie.

A taki był tylko jeden „Sprawiedliwy" pośród ludzi – nasz Pan Jezus. Wszyscy inni byli grzesznikami z natury, bowiem odziedziczyli potępienie po Adamie. Wszyscy byli niesprawiedliwi. Będąc niesprawiedliwymi, wszyscy byli pod karą śmierci. Jako nieczyści, wszyscy są odcięci od współudziału i wspólnoty ze świętym i sprawiedliwym Bogiem. Cały świat trwa w potępieniu – skazany na śmierć (Rzym. 5:16,18).

Chrystus umarł sprawiedliwy (jeden) za niesprawiedliwych (wielu), aby przyprowadzić nas do Boga (1 Piotra 3:18). On wprowadza nas w harmonię i wspólnotę z Bogiem przez przywrócenie nas do sprawiedliwego czyli bezgrzesznego stanu, który Adam, nasz reprezentant, utracił dla siebie i dla nas. Tak, Jezus staje się naszym Usprawiedliwiającym i usprawiedliwia nas od wszystkich rzeczy (Dzieje Ap. 13:39). W ten sposób „będąc uwolnionymi od grzechu", możemy mieć społeczność z Bogiem i wykonywać uczynki miłe Bogu przez Jezusa Chrystusa (1 Piotra 2:5).

Ale stawia się zarzut – tekst mówi, że jesteśmy usprawiedliwieni przez WIARĘ, i nie mówi, żeby nasze usprawiedliwienie od grzechu wymagało czegokolwiek poza WIARĄ. Tekst nie wspomina o Jedynym Sprawiedliwym, Jezusie, umierającym, by usprawiedliwić wielu niesprawiedliwych.

Odpowiadamy, że gdyby jakikolwiek pojedynczy fragment zawierał całą prawdę, wówczas reszta Pisma Świętego byłaby bezużyteczna – ten jeden fragment zawierałby całą wartość. Żaden pojedynczy fragment nie zawiera całej prawdy. Jedną z najważniejszych przyczyn bolesnych błędów jest to, że Biblia nie jest czytana bardziej jako logicznie powiązana całość. Ale jesteś w błędzie, nasz tekst rzeczywiście uczy konieczności Odkupiciela do usprawiedliwienia niesprawiedliwych. Przeczytaj ostatnią frazę: „usprawiedliwieni... przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa". Tak, wszyscy byliśmy grzesznikami – nie mogliśmy sami się usprawiedliwić. Mogliśmy zostać usprawiedliwieni tylko przez kogoś, kto zapłaciłby naszą karę za nas; wtedy moglibyśmy odejść wolni. Z tego właśnie powodu Jezus umarł,sprawiedliwy za niesprawiedliwych".

Pytasz więc, co wiara ma wspólnego z usprawiedliwieniem? Odpowiadamy: Wiara to akceptacja albo wierzenie w coś. Aby była to właściwa wiara, przedmiot wiary musi mieć właściwe i konkretne powody jako grunt czy podstawę wiary. Solidną podstawą wiary jest Słowo Boże. W naszym tekście wiara jest punktem zaczepienia, dzięki któremu przyjmujemy usprawiedliwienie. Wiemy, że jesteśmy usprawiedliwieni – uwolnieni od całego adamowego potępienia – i poczytani przez Boga za doskonałych, ponieważ on tak mówi. On mówi: „Przeto teraz nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie". Było i wciąż jest potępienie na śmierć spoczywające na wszystkich innych. My zaś unikamy potępienia, ponieważ Jezus poniósł karę za grzech; a jego odkupienie staje się dostępne dla każdego człowieka, gdy ten dochodzi do jego poznania i przyjmuje je. To znaczy, gdy tylko przyjmiemy śmierć Jezusa jako naszą cenę okupu, wówczas uświadomimy sobie czyli uwierzymy, że jesteśmy „usprawiedliwieni od wszystkich rzeczy"; wówczas możemy poznać siebie nie jako potępionych grzeszników i obcych Bogu, ale jako jego dzieci, uwolnione od potępienia przez pełny i wystarczający okup.

Daj Boże, drodzy, abyście wszyscy mogli zrozumieć jeszcze pełniej to „bez potępienia", to pełne „usprawiedliwienie", ten stan nieskalania, w którym stoimy my, którzy wierzymy, że Chrystus „został wydany (na śmierć) za nasze przewinienia i wzbudzony z martwych dla naszego usprawiedliwienia" (Rzym. 4:25).

Niewielu jest usprawiedliwionych przez wiarę, ponieważ z różnych powodów niewielu wierzy, że są usprawiedliwieni. Niektórzy, którzy wierzą w rzeczywistość grzechu, że wszyscy są grzesznikami i że Chrystus umarł za nasze grzechy,odkupił nas ze stanu potępienia, nie mogą pojąć, że są teraz, z tego powodu, wolni od grzechu, bez potępienia, i czyści i nieskalani jak śnieg w ocenie Boga. Jedyną rzeczą, której im brakuje – a jest to ważny brak, bez którego nie mogą mieć pełnego pokoju z Bogiem – jest wiara, by uświadomić sobie czyli przyjąć sprawiedliwość Chrystusa jako pokrycie wszelkiego grzechu. Pamiętajmy, że „bez wiary nie można podobać się Bogu" (Hebr. 11:6) ani „mieć pokoju (odpoczynku) z Bogiem" (Rzym. 5:1).

Inna klasa, która nie jest objęta naszym tekstem i która nie ma prawa do pociechy z niego, nie wierzy, że rodzaj ludzki jest pod potępieniem i uważa grzech za mit. Tacy nie mogą być usprawiedliwieni, ponieważ nie rozpoznają siebie jako niesprawiedliwych.

Inna klasa, do której ten tekst nie ma zastosowania, obejmuje tych, którzy przyjmują, że człowiek jest grzesznikiem i potrzebuje usprawiedliwienia, lecz utrzymują, że grzesznicy są usprawiedliwieni bezwarunkowo przez Ojca. Czyli, że Bóg postanowił odwołać swój pierwotny wyrok śmierci i swoją potężną mocą przekształcić wszystkich grzeszników w świętych. Lecz gdyby taki był plan Boga, nie byłoby konieczności śmierci naszego Pana Jezusa – Sprawiedliwego za niesprawiedliwych. Że jest to niebiblijna wiara, łatwo zauważyć, gdy stwierdzamy, że nigdzie Bóg nie mówi, że bezwarunkowo wybaczy grzech. Ci, którzy podtrzymują ten pogląd, nie potrzebują ostatniej frazy naszego tekstu – Usprawiedliwieni... PRZEZ Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Inna klasa, do której teorii nie pasowałby ten tekst, twierdzi, że choć wszyscy są grzesznikami i potrzebują usprawiedliwienia czyli oczyszczenia z grzechu, jednak dokonuje się to nie przez bezwarunkowe wybaczenie przez Jehowę, ani przez okup za grzech i zapłacenie kary za grzech przez Jezusa, ale że każdy człowiek w akcie umierania zapłaci swoją własną karę i dlatego będzie wolny od grzechu. Ci, którzy podtrzymują ten pogląd, nie mają żadnego prawa powoływać się na nasz tekst, ponieważ mówi on o usprawiedliwieniu (oczyszczeniu z grzechu) „przez Jezusa Chrystusa" – coś, co Jezus uczynił dla nas, a nie coś, co mamy uczynić sami dla siebie, jest podstawą nadziei i pokoju z naszego tekstu.

Zaprawdę, jest napisane, że mądrość Boża jest głupstwem u ludzi, a mądrość tego świata jest głupstwem u Boga (1 Kor. 2:14; oraz 3:19). I tak było zawsze. Ludzie szukają od stuleci, aby udowodnić, że człowiek jest podatny na moralne wychowanie, które przywiodłoby go do harmonii z Bogiem; albo że może uczynić zadość za swoje własne grzechy przez pokutę teraz, lub przez akt umierania, przywracając się w ten sposób do łaski u swojego świętego Stwórcy, który nie może patrzeć na grzech z jakąkolwiek pobłażliwością. Inni polegają na miłości Boga, na próżno mając nadzieję, że jego nieskończona miłość przeważy jego nieskończoną sprawiedliwość, skłaniając go do odwołania jego własnego pierwotnego dekretu.

Wszyscy ci, choć mogą sprowadzać na manowce dobre, szczere umysły, a przez swoje ludzkie sofistyki mogą obalić wiarę niektórych w Jezusa jako Odkupiciela, który „kupił nas swoją własną cenną krwią", nigdy nie uczynią próżnym świadectwa Słowa Bożego, ani nie sprowadzą na trwale na manowce tych, którzy są nauczani przez Boga przez jego Słowo. Tacy widzą w Jehowie Boga nieskończonego zarówno w Sprawiedliwości, jak i w Miłości – tak sprawiedliwego, że „w żaden sposób nie uniewinni (wybaczy) winnego" (2 Mojż. 34:7), a jednak tak kochającego, że dał swojego jednorodzonego Syna, by umarł za nasze grzechy i odkupił nas od śmierci, kary za grzech.

Trzymajmy się mocno błogosławionej biblijnej doktryny Usprawiedliwienia (uwolnienia od potępienia) przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przyjmując ją przez wiarę. Jak jest napisane, tak też wierzymy, że Jezus „zgładził grzech przez ofiarowanie samego siebie"; i „bez przelania krwi nie ma odpuszczenia" (żadnego „zgładzenia" czy „usprawiedliwienia") (Hebr. 9:22,26).

Tak podtrzymywani w naszej wierze przez Słowo Jehowy, nie będziemy unoszeni przez każdy wiatr doktryny, który Szatan wzbudza w tym „dniu złym", aby odwieść nas od naszego ugruntowania w Chrystusie. Spójrzmy teraz na to zagadnienie z innego punktu widzenia:

Czy Chrystus umarł na próżno?

Niezaprzeczalnym faktem jest, że „człowiek Chrystus Jezus" żył i umarł; ale różne są poglądy dotyczące tego, dlaczego, oraz wartości czy użyteczności jego życia i śmierci.

Spośród tak zwanego chrześcijaństwa prawdopodobnie połowa wierzy, że Jezus był jedynie niedoskonałym (grzesznym) człowiekiem podobnie jak inni ludzie, z tą różnicą, że miał większe niż zwykłe zdolności – człowiekiem stojącym ponad swoimi czasami – człowiekiem, którego jako nauczyciela moralności słusznie zaliczają do Konfucjusza, Sokratesa i Platona, choć ich zdaniem mniej filozoficznym niż dwaj ostatni. Jego śmierć uważają za niezwykłą z powodu okrucieństwa i niesprawiedliwości, lecz oprócz faktu, że był męczennikiem za zasady prawdy, nie rozpoznają w niej żadnej zasługi. Mówią, że umarł jak każdy inny człowiek umiera, i z tego samego powodu. Jako członek tej samej rodziny ludzkiej, umarłby jak każdy inny człowiek prędzej czy później, tak czy inaczej. Mówią, że wartość życia i śmierci Jezusa polega całkowicie na nauczaniu moralnym, wpływie i przykładzie, które dostarcza ludzkości, pokazując wszystkim ludziom, że powinni prowadzić czyste, moralne życie i raczej poświęcić życie niż zasadę. Tego poglądu są niemal wszyscy związani z denominacjami „uniwersalistów" i „unitarian", a także znaczna część we wszystkich innych denominacjach, czasami nazywanych chrześcijanami „liberalnymi" i „niezależnymi" – „postępowymi myślicielami" itd.

Tacy odrzucają ideę, że Chrystus umarł sprawiedliwy za niesprawiedliwych; że „Chrystus umarł za nasze grzechy według Pism"; że „przez jego rany jesteśmy uleczeni"; że „Pan (Jehowa)... złożył na niego nieprawość nas wszystkich" (Izaj. 53:5,6); że „został wydany (na śmierć) za nasze przewinienia". Usiłują wyjaśnić te i sto innych podobnych Pism. Nie mogąc tego uczynić, podają nam wprost swoją ideę, mianowicie: że takie teksty i takie idee dotyczące celu śmierci Jezusa, choć były dość dobre w przeszłych wiekach, nie utrzymają się w świetle „światła" i „myśli" tego dziewiętnastego stulecia.

Roszcząc sobie wyższą mądrość i życzliwość, podają nam trzy zaawansowane poglądy na ten temat. Po pierwsze, Bóg jest zbyt życzliwy, zbyt kochający, by wymagać kary za grzech od swoich biednych słabych stworzeń. Przeoczają oni fakt, że Bóg miłości dopuścił zło i niedolę ostatnich sześciu tysięcy lat, by spadły na rodzaj ludzki, jako część „zapłaty za grzech".

Drugi pogląd jest taki, że akt umierania i pogrzebania płaci karę za grzech – że w ten sposób każdy płaci za swój własny grzech, i wówczas jest uprawniony do życia, i nie potrzebuje żadnego odkupiciela, by umarł za jego grzechy, ani by wykupił go z mocy grobu (Ozeasz 13:14). Niezbity dowód fałszywości tego poglądu znajdujemy w przypadku córki Jaira (Mat. 9:18,23-25), syna wdowy i Łazarza (Łuk. 7:11-15; Jan 11:44), z których wszyscy umarli i tym samym, według tej teorii, zapłacili swoją własną karę, powinni być wolni od śmierci po tym, jak Jezus przywrócił im życie. Lecz wszyscy oni umarli ponownie. Jest to dowód, że śmierć potępionego nie czyni pojednania za grzech, ani nie uprawnia do uwolnienia od jego kary. Sprawiedliwy musi umrzeć za niesprawiedliwych; Baranek Boży musi zgładzić grzech świata, zanim oni będą mogli mieć prawo do życia wiecznego.

Trzeci pogląd, choć również niepoprawny, jednak zdecydowanie najbliższy poglądowi biblijnemu, jest taki, że nieszczęścia obecnego życia, połączone z wystarczającą karą w życiu przyszłym, by były sprawiedliwą i skuteczną zapłatą dla każdego, będą zapłatą za grzech.

Życzymy każdemu czytelnikowi, by uważnie zauważył, że „światło dziewiętnastego wieku", którym chwalą się ci tak zwani „postępowi myśliciele", jest ziemskim światłem. Jest to taka intelektualna filozofia i nauka, fałszywie tak nazywana, przed którą jesteśmy ostrzeżeni (1 Tym. 6:20). Nie tylko ignoruje ona, ale sprzeciwia się niebiańskiemu światłu – SŁOWU BOŻEMU. Wśród gorliwych zwolenników tego poglądu są Henry Ward Beecher i wielu z wielkich; a jego wyznawcami są bogaci i mądrzy według tego świata; lecz nie mogą oni szczycić się słowami Jezusa, Pawła, Jakuba czy Piotra jako dowodzącymi czy harmonizującymi z ich „światłem". Nie; lecz to oni są tymi, na których powołujemy się dla naszej wiary. Ich zgodne świadectwo jest takie, że „nie ma żadnego innego imienia pod niebem danego ludziom, w którym mielibyśmy być zbawieni" jak imię Jezusa (Dzieje Ap. 4:10-12). Jakże smutne, że niektórzy, którzy kiedyś stali z nami w pełnym poleganiu na okupie – cennej krwi Chrystusa – jako podstawie odpuszczenia grzechów i przyszłej RESTYTUCJI od jego kary, ostatnio popadli w ten bolesny błąd.

Argument tej wielkiej klasy „postępowych myślicieli" jest całkowicie obalony przez słuszne wnioski wynikające z ich własnych argumentów. Zakładając, że Jezus umarł nie po to, by zapłacić karę za nas, mówią, że stał się po prostu naszym przywódcą i przykładem. Oni wszyscy twierdzą, że Abraham, Izaak, Jakub, Dawid i inni, którzy żyli i umarli przed dniem Jezusa, są zbawieni w tym samym sensie, w ten sam sposób, i otrzymują równie wielkie błogosławieństwa i nagrody, jak święci żyjący od czasu, gdy Jezus dał przykład. Czy nie tak wierzą? Odpowiadasz: tak. Wówczas pytamy, jaka korzyść wynikła z przykładu Jezusa? Jeżeli ci z poprzednich wieków radzili sobie tak samo dobrze bez niego, jak my, którzy go mamy, i jeżeli jego śmierć nie zaspokoiła żadnej kary ani prawnych roszczeń sprawiedliwości przeciwko nam jako grzesznikom, musielibyśmy dojść do wniosku, że Chrystus umarł na próżno. Gdyby Bóg był tak mądry jak ci nauczyciele i posiadał trochę „światła" dziewiętnastego wieku, wniosek jest taki, że nie posłałby swojego jednorodzonego Syna, by stał się człowiekiem i „zakosztował śmierci za każdego człowieka".

Stały i uważny czytelnik zauważy, że powyższe nie jest naszym poglądem na nauczanie Pisma Świętego. Wierzymy, że przez śmierć Chrystusa ludzka natura wszystkich przed i po jego dniach jest usprawiedliwiona do życia; ale że my, żyjący od jego dni, mamy tę korzyść, że idąc za jego przykładempoświęcaniu ludzkiej natury, możemy stać się uczestnikami wyższej natury, mianowicie: duchowej – nawet boskiej natury. Użyliśmy jedynie argumentu opozycji, by obalić ich własną teorię.

Lecz choć sprzeciwiamy się i zawsze będziemy sprzeciwiać się, ponad wszelką inną i mniejszą herezją, poglądom, które – jak wspomniano powyżej – zaprzeczają, że nasz Pan kupił nas swoją własną cenną krwią (1 Kor. 6:20; 1 Piotra 1:19; 2 Piotra 2:1,2), oraz wszelkiej innej teorii, która przypisuje zbawienie od śmierci jakiemukolwiek innemu imieniu niż Jezus, i jakimkolwiek innym sposobem niż ten, że „umarł za nasze grzechy" – Sprawiedliwy za niesprawiedliwych; jednak dla bardzo wielu, którzy podtrzymują te poglądy, mamy dużo sympatii; w istocie podziwiamy wielu z nich. Kontrolowani przez życzliwe władze rozumowania i konfrontowani z nierozsądnymi i niebiblijnymi doktrynami tak zwanej ortodoksji, z trudem mogliby uniknąć przeciwnej skrajności. Jest to skłonność naszej obecnej zdeprawowanej ludzkiej natury, by przechodzić z jednej skrajności w drugą. Złoty środek prawdy uzyskujemy tylko wtedy, gdy pozwalamy ustąpić ludzkiej woli i ludzkiej mądrości i przyjmujemy słowo Boże jako jego własnego tłumacza.

Poglądy, od których ci ogólnie uciekli, reprezentują wiarę około drugiej połowy chrześcijaństwa, zwanej poglądami „ortodoksyjnymi". Wiara tej klasy, w kilku słowach, jest następująca: Grzech jest straszną rzeczywistością, nakładającą na wszystkich, przez Adama, karę, która musi być zapłacona, albo nikt z rodzaju ludzkiego nie mógłby nigdy zostać przywrócony do życia czy do wspólnoty z Bogiem. Bóg, przewidując, że żaden z nas nie może zapłacić ceny swoich własnych ani wzajemnych grzechów (ponieważ wszyscy byli potępieni), zapewnił okup czyli zastępcę (oba słowa mają to samo znaczenie) w osobie „człowieka, Chrystusa Jezusa, który dał samego siebie na okup za wszystkich", i „odkupił nas" przez śmierć „za nasze grzechy" – „Sprawiedliwy za niesprawiedliwych".

Z tym wszystkim się zgadzamy; do tego miejsca mamy Pismo Święte; ale dalej nie możemy iść z „Ortodoksją", ponieważ gdy zaczynają wyjaśniać naturę kary, którą Jezus zapłacił za nas, opuszczają zarówno boską, jak i ludzką mądrość. Twierdzą, niezgodnie z Pismem, że zapłatą za grzech są wieczne tortury i niedola; niektórzy wierzą, że będą to tortury umysłowe, a inni, że będą fizyczne – że Bóg, zanim stworzył człowieka, w jakimś odległym miejscu, urządził miejsce, gdzie grzesznik może być torturowany przez wieczność w falujących bałwanach ognia i płomieni.

Nieco mniej straszny jest pogląd Papiestwa – że czyściec jest miejscem strasznych tortur, które zakończą się, gdy winowajca odbędzie wystarczającą karę. Papiestwo uznało za konieczne używać silnych i przekonujących argumentów, gdy podjęło się nawrócenia całego świata; a protestantyzm starał się uczynić zachęty chrześcijaństwa jeszcze bardziej uderzającymi, głosząc niekończące się tortury.

Każdy życzliwy umysł, niezakłócony uprzedzeniem, nawet jeśli nieoświecony przez objawienie, musi widzieć, że jest coś złego w tej teorii; a pozytywny dowód jej fałszu jest dostarczony, gdy podejmowana jest bezowocna próba zharmonizowania tej teorii niekończących się tortur ludzi z nauczaniem o zastępstwie czy okupie z Pisma Świętego. Trzymając i mieszając tę prawdę (zastępstwo) z tym błędem (wieczne męki), prawda zostaje sprawiona, by wydawała się nieprawdziwa. Tak więc, jeżeli zapłatą należną grzesznikom były wieczne tortury w piekle, a Jezus stał się zastępcą czy okupem grzeszników – co wtedy? Wtedy Chrystus jest w piekle, cierpiąc tę torturę, i musi tak cierpieć przez całą wieczność. Wówczas nie jest w niebie, po prawicy Boga (Marek 16:19).

Wniosek ten jest oczywiście niedorzeczny i niebiblijny; każdy logiczny umysł to widzi, i aby uniknąć dylematu, niektórzy twierdzą, że Jezus wycierpiał więcej agonii w ciągu kilku godzin swojego ukrzyżowania niż wszyscy ludzie (ponad sto czterdzieści miliardów) byliby zdolni wycierpieć wspólnie przez całą wieczność. Inni, widząc, że jest to równie absurdalne jak poprzedni pogląd, odrzucają zarówno wieczne męki, jak i zastępstwo czy okup, i stają się niewierzącymi w Biblię jako objawienie Boga.

Jeszcze inni, by pójść na kompromis z rozumem, odrzucają zastępstwo, ale obracają ludzką tradycję wiecznych mąk i czyśćca jak słodki kąsek pod językiem, zdeterminowani trzymać się jej za wszelką cenę. Niewielu, do których dziękując naszemu Ojcu naszym przywilejem jest należeć, porzuca ludzką tradycję wiecznych tortur, ale trzyma się mocno biblijnego nauczania o Zastępstwie, mianowicie: że Jezus „dał samego siebie na okup (gr. antilutron – równoważna cena. Zobacz także „Słownik Webstera") za wszystkich" ludzi (1 Tym. 2:6).

Teraz, krótko, zobaczmy, dlaczego Chrystus umarł. Widzimy, że inni albo czynią z jego śmierci próżną, albo, dodając wieczne męki jako karę, którą zapłacił za nas, czynią próżnym Słowo Boże przez swoje tradycje.

Po pierwsze więc, przyjmujemy zastępstwo w jego najpełniejszym znaczeniu i twierdzimy, że gdy „Chrystus umarł za nasze grzechy" – „Sprawiedliwy za niesprawiedliwych" – gdy „kara naszego pokoju była na nim" – gdy „był zraniony za nasze przestępstwa i potłuczony za nasze nieprawości", zajął miejsce grzesznika przed Bogiem i wycierpiał dokładnie karę za nasz adamowy grzech – dokładnie to, co inaczej cały rodzaj musiałby wycierpieć. Lecz teraz przychodzi pytanie: jaka jest zapłata za grzech, którą musi on ponieść za nas, by być naszym okupem czyli zastępcą? Pismo Święte odpowiada: „Zapłatą za grzech jest ŚMIERĆ" (Rzym. 6:23). Nie życie w mękach, lecz wygaśnięcie życia jest śmiercią.

Z tym wnioskiem harmonizuje całe Pismo Święte, mianowicie, że jego śmierć była okupem, który usprawiedliwia całą ludzkość do życia i czyni możliwym (we właściwym Bogu czasie) zmartwychwstanie wszystkich, którzy są w swoich grobach (Jan 5:28). To nie cierpienia Getsemane ani znużenie jego trzy i pół letniej posługi odkupiło nas – była to jego śmierć. „Syn człowieczy przyszedł oddać swoje życie na okup za wielu" (Mat. 20:28).

Ten Sprawiedliwy mógłby cierpieć dziesięć razy więcej niż cierpiał, jednak gdyby to nie zwieńczyło się śmiercią, wszystko to nie odkupiłoby niesprawiedliwych. Zapłatą za grzech nie były tortury, lecz śmierć; stąd, by być naszym zastępcą, musiał umrzeć, płacąc dokładnie naszą karę. Z tej przyczyny Chrystus umarł, sprawiedliwy za niesprawiedliwych.

Śmierć Jezusa mogłaby się dokonać w mniej bolesny sposób, i byłaby równie naszą ceną okupu; ale podobało się Ojcu, by był nie tylko Odkupicielem, lecz także Restauratorem ludzi. Stąd musi mieć doświadczenie w naszych cierpieniach, by móc współczuć z nami, „Albowiem przystało jemu (Jehowie)... by przywodząc wielu synów do chwały, Wodza ich zbawienia (Jezusa) uczynił doskonałym (na duchowym poziomie) przez cierpienia" (Hebr. 2:10).

Umiłowani, niech nikt wam nie odbierze, w żaden sposób, tego fundamentalnego nauczania Pisma Świętego, tej podstawy wszystkich naszych nadziei, jak również podstawy światowej nadziei restytucji. Jeżeli Jezus nie stał się naszym okupem – naszym zastępcą – jeżeli ofiara z jego człowieczeństwa nie była „równoważną ceną" niezbędną do odzyskania Adama i wszystkich, którzy stracili przez niego życie jako swoją reprezentatywną głowę, nikt nie może oczekiwać, że ujdzie przed śmiercią: Wówczas nasza nadzieja na zmartwychwstanie umarłych jest próżna. Jeżeli karą za nasze grzechy są wieczne męki, wówczas Jezus jej nie zapłacił, i każdy z nas musi oczekiwać, że ją wycierpi. Lecz jeżeli, jak uczy Pismo Święte, choć tak niewielu temu wierzy, zapłatą za grzech jest śmierć, wówczas wiemy, że Jezus zapłacił naszą karę. Umarł, czyli został odcięty od życia, „nie dla siebie", lecz dla nas, by oddać życie na okup za wielu (zob. Dan. 9:26).

Taki jest argument Pawła, i gdy chce wspomnieć same fundamenty wiary chrześcijańskiej, mówi: „Naprzód bowiem podałem wam... że Chrystus umarł za nasze grzechy według Pism" (1 Kor. 15:3).

Nawiązując do poprzedniego artykułu, zauważylibyśmy, że nikt nie może mieć właściwego ani pełnego zrozumienia Usprawiedliwienia, jeżeli nie widzi, że jako rodzaj byliśmy w potępionym stanie – skazani na śmierć, nie na męki; a teraz jesteśmy uszczęśliwiani Ewangelią (dobrą nowiną), że Jezus „został wydany (na śmierć) za nasze przewinienia i wzbudzony z martwych dla naszego usprawiedliwienia" (Rzym. 4:25). Wiemy teraz, że odkąd nasza kara została zapłacona przez naszego Odkupiciela, „Bóg (Ojciec) jest sprawiedliwy, aby nam odpuścić". Nie będzie niesprawiedliwy, by wstrzymywać prawo do życia, które zostało nabyte dla nas według jego własnego planu.

Zauważ, jak mocno Paweł stał na tej doktrynie pełnego uwolnienia czyli usprawiedliwienia, i zauważ, że opiera ją nie na odwołaniu przez Jehowę kary, lecz na fakcie, że Chrystus umarł. Argument Pawła jest taki, że to ten sam Jehowa, który raz nas potępił, teraz oświadcza, że jesteśmy uwolnieni od grzechu – usprawiedliwieni – i dokonał naszego usprawiedliwienia nie oszczędzając swojego własnego Syna, lecz dobrowolnie wydając go za nas wszystkich. Mówi: „Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? To Bóg usprawiedliwia. W konsekwencji, jeżeli Bóg usprawiedliwia, nikt nie ma prawa nas potępiać. Któż jest tym, który potępia? Powiedz takiemu To Chrystus umarł." Powiedz takiemu, że jesteśmy odkupieni od śmierci – kary za grzech – ponieważ „Chrystus umarł za nasze grzechy" (czytaj Rzym. 8:32-34,1).